pogratuluj mi tego, jak dobrze mi idzie. pogratuluj mi tego, jak umiem nie mówić o rzeczach ważnych i jak szybko zasypiam. kiedy się upijam. i nawet całkiem niewzruszona potrafię słuchać cudzych opowieści, wczorajsza, z bólem głowy i papierosem w dłoni. pogratuluj mi, jak stoję prosto i nie obgryzam z nerwów paznokci. pogratuluj przeczytanych rzetelnie książek i przetłumaczonych tekstów. pogratuluj skupienia i przespanych nocy. zmęczenia, ekscytacji i ciągłego obnażania zębów.
przyszła moja jesienna pora, niezmienna w swym złodziejstwie. nigdy nie witam jej z pustymi rękoma. wysyła mnie na odwyki, wyziębia od środka. przypomina jak zawsze, że nikt mi nie pozwalał się przyzwyczajać i nigdy nie ma nic na stałe. jeszcze mam je gdzieś pochowane, poprzyklejane jednostronną taśmą. słowa, piosenki, fragmenty. milion małych kawałków. jeszcze mam niedosyt, zjazd. następstwo ćpania przez dluższy czas. jeszcze mnie będą nawiedzać duchy po nocach, kiedy się coś przyśni. ale już będzie we mnie spokój. pogratuluj mi, jak nie drżą mi ręce. moje wczoraj jest dzisiaj, moje dzisiaj będzie jutro. moje teraz nigdy nie nadejdzie. i zawsze będzie za późno, tylko już nie mogę zaczynać zdania od gdybym.